Słowo na niedzielę. O ewangelizacji metodą papieża Franciszka.

Dawno ktoś w nieco ponad 8 minut na wizji nie zrobił tyle dobrego dla wizerunku Kościoła Katolickiego.

Po Internecie z tylko jemu właściwą prędkością rozprzestrzenia się właśnie nagranie z „The Voice of Italy”, gdzie siostra Cristina Scuccia, zakonnica z Sycylii, pierwszorzędnie wykonuje utwór Alicii Keys „No one”. Wielki zachwyt, a następnie zaskoczenie każdego z członków jury, którzy odwracając się w stronę nieznanego im wcześniej wykonawcy, orientują się, że mają do czynienia z kobietą w habicie składają się na bardzo ładny, a zarazem dość sztampowy telewizyjny obrazek.

Ciekawa sytuacja następuje jednak chwilę później, gdy jurorzy – którym nie zawsze po drodze z Kościołem Katolickim i jego nauczaniem – niemalże przekrzykują się próbując przekonać zdolną zakonnicę, żeby to właśnie z jego/ją wybrała do wspólnej pracy w dalszych etapach. Wyraźnie wzruszony J-AX – jeden z jurorów – mówi, że stworzą duet na zasadzie przeciwieństw „jak diabeł ze święconą wodą”. Inna z jurorek żartobliwie deprecjonuje pozostałych jurorów stwierdzając, że ona też jest „święconą wodą”, a nie „diabłami” jak pozostali. Na to lekko obrusza się druga kobieta w jury, twierdząc że ona tam „diabłem” nie jest. Kulminacją jest moment, w którym siostra Cristina Scuccia decyduje się na dalszą prace z J-AX. Znamienne jest, że to on, a nie ona podnosi ręce w geście tryumfu.

Jednym słowem w nadawanym w najlepszym czasie antenowym show telewizyjnym nagle niekoniecznie identyfikujący się z Kościołem Katolickim artyści niemalże walczą o to, żeby stojący przed nimi „Boży człowiek” ich wybrał. A gdy dowiadują się, że zostali wybrani reagują wybuchem euforii.

Oczywiście wszystko to można uznać złamanie konwencji programu, które świetnie wpisuje się w konwencję łamania konwencji, co jest dość popularnym sposobem na zwiększanie atrakcyjności programów telewizyjnych. Patrząc na to z punktu widzenia wizerunku Kościała Katolickiego bez wątpienia można odtrąbić sukces. Przekaz jaki płynie z tego wystąpienia kreuje wizerunek Kościoła otwartego, wychodzącego do ludzi i mającego coś do zaproponowania wszystkim, nawet tym, którym z Kościołem nie po drodze. Takie inkluzywne podejście koniec końców sprawia, że na ekranie oglądamy – z zachowaniem wszystkich proporcji – współczesną wersję nawrócenia grzesznika.

W pewnym momencie siostra Cristina żartuje, że po programie spodziewa się telefonu od papieża Franciszka. Nie zdziwiłbym się gdyby naprawdę zadzwonił. I podziękował. Bo dawno ktoś w nieco ponad 8 minut na wizji nie zrobił tyle dobrego dla wizerunku Kościoła Katolickiego. Nie znaczy to oczywiście, że już dziś przed kościołami ustawią się kilometrowe kolejki chętnych do uczestnictwa w niedzielnej eucharystii, w których ludzie będą umilać sobie oczekiwanie lekturą i rozważaniem Pisma Świętego. Występ w muzycznym show nie zastąpi koniecznych w Kościele zmian na innych polach, ale w toczącej się walce o naszą uwagę i zainteresowanie Kościół Katolicki zdobył właśnie kilka punktów. Pytanie co usłyszą z ambony Ci, którzy rzeczywiście wybiorą się w niedzielę do kościoła, zaintrygowani czy może w pobliskiej świątyni nie śpiewa jakaś siostra Cristina…
Trwa ładowanie komentarzy...